wtorek, 12 stycznia 2010

Sinusoida

Sobota:



Dzień bez większych fajerwerków, nie licząc meczu Arsenal - Egipt, na którym wypracowałem niemal 50% dziennego zysku. Grałem tutaj na spadek kursu DW 2:0 i faktycznie tak się stało. Back po 7.80, lay po 7.00.

Niedziela:



Ostatni dzień tygodnia zapowiadał się całkiem przyzwoicie, a skończyło się tak, jak widać powyżej. Wszystko za sprawą mojej lekkomyślności i nieznajomości przepisów ;) Najpierw zagrałem zwycięstwo Justyny Kowalczyk w biegu na 9 km. Justyna oczywiście wygrała, ale zakład nie dotyczył faktycznej zwyciężczyni, tylko zawodniczki, która uzyskała najszybszy czas biegu, a faktycznie mogła zająć dalsze miejsce. Przypomnę, że zawodniczki startowały z uwzględnieniem różnic czasowych z poprzednich biegów. Drugi typ, to zwycięstwo Angoli zagrane za symboliczną kwotę. Niestety, nie zlayowałem tego, bo nie przypuszczałem, ze Mali stać na odrobienie strat. Wnioski proste: nie ruszać niczego poza tradingiem.

Poniedziałek:



Już od jakiegoś czasu mam wrażenie, że lepiej mi się handluje w dni powszednie, niż w weekendy. Poniedziałek tylko potwierdza tę tezę. Zyski z pojedynczych zdarzeń może nie są oszałamiające, ale nie o to w tej zabawie chodzi. Liczy się systematyczność i stabilizacja. Wiadomo, że słabsze dni również będą się trafiać, ale o ile staną się nielicznymi wyjątkami, to nie wpłyną w znaczący sposób na ogólny bilans. I właśnie tego sobie życzę w tym 2010 roku ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz